• Kto Wygra ligę Mistrzów (0)
    [Liga Mistrzów]
  • Czy polskie Kluby awansują do fazy grupowej Ligi Europy (0)
    [Polskie kluby w pucharach]
  • Czwartek, 2026-04-02, 10:38 PM
    CENTRUM KIBICA PIŁKI NOŻNEJ

     
    Menu witryny

    Kategorie sekcji
    Nowości [30]
    Nowości

    Mini-czat

    Nasza sonda
    Oceń moją witrynę
    Suma odpowiedzi: 2

    Statystyki

    Ogółem online: 11
    Gości: 11
    Użytkowników: 0

    Lizbona się bawi, Braga modli, Coimbra się uczy, a Porto pracuje - mówi popularne w Portugalii przysłowie. I właśnie ludzie pracy w 1893 roku wpadli na pomysł założenia swojego klubu. Porto leży nad ujściem do oceanu rzeki Duero i na przełomie wieków przeżywało bardzo silny rozkwit dzięki handlowi morskiemu. Antonio Nicolau Almeida, założyciel Futbol Clube do Porto, był jednym z najprężniej działających eksporterów słynnego na cały świat miejscowego wina z domieszką brandy. Almeida w futbolu zakochał się oczywiście podczas jednej ze swoich służbowych podróży do Anglii i właśnie imigranci z tego kraju stanowili trzon pierwszej drużyny. Przez wiele lat Porto nie brało jednak udziału w żadnych rozgrywkach, a oficjalnie zarejestrowało się jako towarzystwo sportowe dopiero w 1906 roku pod prezydenturą Jose Monteiry da Costa. To on zbudował też pierwszą siedzibę rok później i wymyślił klubowe logo w 1910 roku.
     

    W ponad stuletniej historii klub czterokrotnie zmieniał swoją siedzibę, Pierwsze tereny - Campo da Rainha przy Rua Antero de Ouental, służyły Smokom do 1916 roku. Po kolejnych przeprowadzkach miejsce to ciągle było użytkowane do codziennych treningów aż do 2002 roku, gdy po drugiej stronie Duero wybudowano Centro de Treinos e Formacao Desportiva Porto Gaia - nowoczesny ośrodek treningowy z czterema naturalnymi boiskami i jednym ze sztuczną nawierzchnią oraz trybuną na dwa tysiące miejsc. Młodzieżowym drużynom Porto służył natomiast całkiem spory stadion, który był główną siedzibą klubu w latach 1916-1952 - Campo da Constituicao. Nie został zburzony, mimo że pierwsza drużyna Smoków przeniosła się na Das Antas. Przez lata modernizowany obiekt, który swoją nazwę wziął od dzielnicy, w której się znajduje, na trwałe wpisał się w wizerunek klubu. O drużynie mówiono Smoki z Das Antas i z wielkim żalem przyjęto wiadomość, że nowy, budowany na Euro 2004 stadion będzie nosił inną nazwę - Estadio Do Dragao (Stadion Smoków). Das Antas zresztą już nie istnieje, w jego miejscu wybudowano olbrzymi kompleks handlowy. Triumf w Lidze Mistrzów w 2004 roku Mourinho nazwał powrotem Porto na swoje miejsce. To jednak spore nadużycie. Przez cały okres rządów Antonio Salazara w Portugalii, klub z północy nie był traktowany poważnie. Liczyła się tylko Lizbona, a zwłaszcza odnosząca sukcesy w Europie Benfica - której tak naprawdę w Portugalii kibicuje tylko jedna dzielnica stolicy o tej samej nazwie. Dyktatura Salazara była dla FC Porto tak trudna, że podczas 41 lat jego rządów Smokom udało się wywalczyć mistrzostwo zaledwie sześć razy. Trudno jednak, żeby było inaczej, skoro nawet prezydenci tego klubu bez skrupułów deklarowali swoją miłość i przywiązanie do Benfici. Dużo łatwiej było już po Goździkowej Rewolucji, kiedy to Porto, jako silne ekonomicznie miasto, miało coraz więcej do powiedzenia. Złota era dla piłkarzy grających w koszulkach w biało-niebieskie pasy nadeszła, kiedy prezydentem klubu wybrany został Jorge Nuno Pinto da Costa. Kontrowersyjny menedżer pracował już wcześniej w Porto jako dyrektor sportowy i wspólnie z trenerem Jose Pedreto spowodowali sporo zamieszania - w 1978 i 1979 roku zdobywając mistrzostwo i czyniąc kroki mające doprowadzić do decentralizacji futbolowej Portugalii popadli w konflikt z krajową federacją i musieli odejść ze swoich stanowisk. Pinto da Costa powrócił jednak w 1982 wygrywając miażdżącą przewagą głosów w wyborach i pierwsze, co zrobił, to natychmiast ponownie zatrudnił Pedreto. Pod wodzą tego trenera, w 1984 roku Porto po raz pierwszy dotarło do finału europejskich rozgrywek - nieistniejącego już Pucharu Zdobywców Pucharów. Po drodze wicemistrzowie Portugalii wyeliminowali Dinamo Zagrzeb, Glasgow Rangers, Szachtar Donieck i w półfinale kolejnego rywala ze Szkocji, Aberdeen. Przeciwnikiem Smoków na stadionie w Bazylei był jednak wielki Juventus Turyn, już ze Zbigniewem Bonkiem w składzie. Przy 55 tysiącach widzów Włosi rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść już w pierwszej połowie. Najpierw, w 13. minucie Beniamino Vignola pokonał Ze Beto i chociaż po kwadransie wyrównał Antonio Sousa, Porto nie udało się dowieźć tego wyniku nawet do przerwy. Boniek miał kilka dobrych okazji już wcześniej, jednak w 41. minucie zdecydował się na solową akcję i dał Juventus prowadzenie. W drugiej połowie Smoki nie mogły przedrzeć się przez obronę Włochów doskonale kierowaną przez Gaetano Scireę, który kilka lat później zginął w wypadku samochodowym w Polsce i Puchar Zdobywców Pucharów pojechał do Turynu.
    Być może tym, kogo Porto potrzebowało do sukcesów, był Józef Młynarczyk. Kupiony przez Pinto da Costę z francuskiej Bastii w 1986 roku pograł pół roku, wywalczył mistrzostwo, po czym doznał kontuzji i między słupki wrócił Ze Beto. Jednak kiedy minęły kłopoty zdrowotne, Polak znowu okazał się bardzo mocnym punktem drużyny. Do podstawowej jedenastki w europejskich pucharach wrócił w drugim ćwierćfinale Pucharu Mistrzów z Broendby i bronił już do samego końca. W półfinale Porto uporało się z Dynamem Kijów, by w finale trafić już na zdecydowanego faworyta Bayern Monachium. Kiedy przylecieliśmy do Wiednia, gdzie miało być rozegrane to spotkanie, nikt się nami nie interesował - opowiada Młynarczyk. Bukmacherzy płacili za nasze zwycięstwo 19:1. Oczywiście my też zdawaliśmy sobie sprawę, że rywale są dużo silniejsi od nas. I pierwsza polowa zakończyła się zgodnie z oczekiwaniami ekspertów. Bayern, z takimi tuzami jak Lothar Matthaeus, Andreas Brefime czy Dieter Hoeness prowadził jedną bramką. Do dzisiaj widzę to doskonale. Moje nieporozumienie z Magalhaesem, Ludwig Koegl momentalnie uderza głową i przegrywamy - relacjonuje polski bramkarz. A jednak po drugiej połowie to Młynarczyk podniósł w górę najcenniejsze trofeum w europejskiej piłce. Najpierw Jean-Marie Pfaffa niezapomnianym strzałem piętą pokonał Algierczyk Rabah Madjer, a później zwycięską bramkę zdobył Brazylijczyk Juary. Puchar Mistrzów wrócił do Portugalii po dwudziestu pięciu latach, ale już nie do Lizbony, tylko trzysta kilometrów na północ. Według wielu ekspertów w zwycięstwie pomogła Porto absencja najlepszego strzelca zespołu, Fernando Gomesa, który borykał się wówczas z kontuzją. Bez niego w składzie trener Artur Jorge, a także i sami zawodnicy musieli szukać bardziej niekonwencjonalnych rozwiązań, czym zupełnie zaskoczyli Bayern. Dużą rolę w sukcesie odegrał także Młynarczyk, który zwłaszcza w drugiej połowie fantastycznie interweniował na przedpolu. Euforia po wywalczeniu pucharu była niesamowita - opowiada polski bramkarz. Wylądowaliśmy w Porto w środku nocy i zanim doszliśmy do autokaru, kibice zdarli z nas niemal całe ubranie. Później jednak nie pojechaliśmy spać, tylko prosto na stadion, gdzie o szóstej urządzono oficjalną prezentację trofeum. Zabawa trwała przez kuka następnych dni. Trener Jorge, dla którego Puchar Mistrzów z 1987 roku jest największym sukcesem w życiu, po zakończeniu sezonu odszedł do Racingu Paryż. Z klubem pożegnał się także drugi w plebiscycie France Football - Paolo Futre, który odszedł do Atletico Madryt. Młynarczyk z radością został w Porto na kolejne sezony i świetnie spisał się także w Superpucharze Europy, którego dwumecz rozgrywany był na przełomie roku. Rywalem był triumfator Pucharu Zdobywców Pucharów - Ajax Amsterdam. Już w pierwszym meczu rozgrywanym na boisku rywala Porto zagrało tak, że z pracą musiał pożegnać się trener Holendrów - Johan Cruyff. Jedynego gola, ale jakże ważnego, strzelił Rui Barros - nowa gwiazda, piłkarz, który przyszedł z malutkiego Varzim i niemal z marszu zajął miejsce wielkiego Futre. W rewanżu natomiast w drużynie rywali bardzo dobre wrażenie sprawiał Dennis Bergkamp, jednak Ajaksowi nie starczyło umiejętności, by odrobić straty. Porto drugi raz wygrało 1:0, tym razem po golu Antonio Sousy i Młynarczyk stał się drugim polskim piłkarzem po Bońku, który zdobył Superpuchar Europy.
    Porto, mimo czterech szans, zdobyło to trofeum tylko raz w historii. Trzy kolejne podejścia - po sukcesach za czasów Mourinho i Villasa Boasa, zakończyły się niepowodzeniami. W 2003 roku po wywalczeniu Pucharu UEFA, Smoki zmierzyły się w Monaco z triumfatorem Ligi Mistrzów - Milanem i przegrały 0:1. Rok później, już jako zdobywcy najcenniejszego trofeum, nie potrafiły pokonać Valencii, której uległy 1:2. W 2011 roku podopieczni następcy Villasa Boasa - Vitora Pereiry ulegli zwycięzcy Ligi Mistrzów FC Barcelonie 2-0. Rok 1987 był jednak dla Porto niezwykły również z tego powodu, że w grudniu po rozgrywanym w fatalnych warunkach pogodowych meczu z Penarolem Montevideo piłkarze biało-niebieskich przywieźli ze sobą z Japonii Puchar Interkontynentalny. Pojechaliśmy do Tokio dużo wcześniej, żeby nie było kłopotów z aklimatyzacją- wspomina Młynarczyk. Nie byliśmy jednak w stanie przewidzieć, że Japonię w tym czasie nawiedzą niesamowite burze śnieżne.
    Obecnie obowiązujące przepisy spowodowałyby zapewne, że mecz w ogóle by się nie odbył. Całe boisko pokryte było śniegiem, w wielu miejscach specjalna, żółta piłka stawała w kałużach i błocie. Takie warunki nie pasowały żadnej z drużyn, bo obie preferowały raczej techniczny futbol, z dużą liczbą podań wymienianych po ziemi. Po 90 minutach gry było 1:1 i dopiero fantastyczny gol strzelony w dogrywce przez niezawodnego Madjera dał Porto upragnione trofeum.
    Porto to specyficzny klub - kontynuuje Młynarczyk. Zazwyczaj jest to fantastyczny zespół, ale bez gwiazd. Dopiero w naszej drużynie piłkarze wyrabiali sobie nazwisko. Wszystko kręci się zawsze wokół jednego, dwóch zawodników, jak kiedyś wokół Futre, a w XXI wieku wokół Deco. Aby Smoki odnosiły sukcesy na arenie międzynarodowej, moim zdaniem potrzebny jest także odpowiedni typ trenera. Kiedy drużyną opiekował się Artur Jorge mieliśmy tylko trenować i wygrywać, a nie dyskutować. Podobnym autorytetem cieszył się później Mourinho. Lata dziewięćdziesiąte to na krajowym podwórku bardzo udany okres dla Porto. Siedem tytułów mistrza Portugalii, w tym pięć zdobytych rok po roku, na trwałe zapisało się w historii. Pentacampeonato przypieczętowane w sezonie 1998/99 to jedyny taki przypadek w historii całej ligi. Wcześniej nie udało się tego dokonać ani Benfice Lizbona, ani Sportingowi, który w latach 1947-55 co prawda siedmiokrotnie zdobywał mistrzostwo, jednak na rekord nie pozwolił mu rywal zza miedzy, który okazał się najlepszy w środku tej serii. Jednym z ojców sukcesu Porto był trzykrotny król strzelców ligi portugalskiej - Mario Jardel. Brazylijczyk w 34 meczach ostatniego mistrzowskiego sezonu zdobył 36 bramek. Rok później jeszcze więcej, bo 38, jednak wówczas w lidze triumfował już Sporting.

    Puchar MIstrzów 1987

    Drużyna Porto ze zdobytym Pucharem Europy z sezonu 1986/87


    Formularz logowania

    Wyszukiwanie

    Zapisz się na Newsletter by otrzymywać najnowsze informacje wprost na maila!!!!!!!!!

    Email :
    Imię :
    Nazwisko :
    Zgadzam się z polityką prywatności
     

    Kalendarz
    «  Kwiecień 2026  »
    PnWtŚrCzwPtSobNie
      12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930

    Archiwum wpisów

    Przyjaciele witryny
  • Załóż darmową stronę
  • Internetowy pulpit
  • Darmowe gry online
  • Szkolenia wideo
  • Wszystkie znaczniki HTML
  • Zestawy przeglądarek
  •  

    Copyright MyCorp © 2026
  • Kto Wygra ligę Mistrzów (0)
    [Liga Mistrzów]
  • Czy polskie Kluby awansują do fazy grupowej Ligi Europy (0)
    [Polskie kluby w pucharach]