2. Sezon 2007/2008
Drugi sezon prezydentury Ramona Calderóna to kolejna rewolucja kadrowa. Do najważniejszych wzmocnień klubu należało sprowadzenie Gabriela Heinze i Portugalczyka Pepe na obronę oraz Holendrów – Sneijdera i Robbena (prezes wreszcie spełnił jedną ze swych obietnic sprzed roku) do pomocy. Za darmo do zespołu dołączyli także: Javier Saviola z odwiecznego rywala, Barcelony, Christoph Metzelder z Borussii Dortmund oraz polski bramkarz – Jerzy Dudek, niechciany w Liverpoolu. Do klubu doszedł także kolejny Holender – Royston Drenthe. Do składu po rocznym wypożyczeniu z Arsenalu wrócił Júlio Baptista.
Liczne były także odejścia z klubu. To okienko transferowe można ostatecznie uznać za koniec Ery Galácticos w Realu Madryt. Klub opuścili bowiem Roberto Carlos i David Beckham (wcześniej byli to Figo, Zidane, Owen i Ronaldo) – zarząd zdecydował się nie przedłużać z nimi umowy. Z Los Blancos pożegnali się także wieloletni gracze pierwszego składu – Iván Helguera i Francisco Pavón, a także liczna grupa innych piłkarzy, którzy rzadziej lub częściej pojawiali się w podstawowej jedenastce lub na ławce rezerwowych – Emerson, Woodgate, Cicinho, Diogo, Pablo García, Raúl Bravo czy Álvaro Mejía. Nie zdecydowano się na wykupienie z Arsenalu José Antonio Reyesa. Nowym trenerem został Bernd Schuster – były zawodnik Królewskich i trener rewelacyjnego w poprzednim sezonie Getafe (Niemiec doprowadził mały klub spod Madrytu do finału Pucharu Króla oraz zajął z nim dziewiąte miejsce w lidze).
Real Madryt niewątpliwie wzmocnił się przed nowym sezonem. Obawy budziły jednak kolejne ogromne zmiany w kadrze, przez co obawiano się braku stabilizacji i zgrania w drużynie. Niektórzy krytykowali także stworzenie „kolonii” Holendrów w Madrycie – aż czterech zawodników Królewskich pochodziło z tego kraju.
Na początku sezonu przyszło Królewskim zmierzyć się z Sevillą o Superpuchar Hiszpanii. Dwumecz ten obnażył wszelkie trudności, które wiążą się z budową drużyny od podstaw. Dobrze zorganizowana i zgrana Sevilla nie dała szans Realowi Madryt i w dwumeczu pokonała go w sumie 6:3, aplikując Blancos pięć bramek w rewanżu na Santiago Bernabéu. Królewscy zmarnowali tym samym szansę na kolejne trofeum.
Na szczęście później było już tylko lepiej. W pierwszych siedmiu kolejkach Primera División zdobyli aż 19 punktów, dzięki czemu już na początku sezonu zapewnili sobie pewne prowadzenie w tabeli. Udało się także przełamać złą passę przegranych pierwszych meczów w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Tym razem Real Madryt pokonał w pierwszej kolejce Werder Brema, rozpoczynając drogę po awans do fazy pucharowej. Mocno cieszyła dobra postawa nowych nabytków – Pepe, Sneijdera czy Robbena. Do formy wrócił Raúl, a van Nistelrooy dalej strzelał bramki jak na zawołanie. Dobrze w drużynę wkomponowali się także zawodnicy rezerwowi, tacy jak Saviola, czy Metzelder. Jak strzela się bramki, przypomniał sobie także Júlio Baptista.
W ciągu kilku miesięcy Schuster stworzył maszynkę do strzelania bramek i zdobywania punktów – zwłaszcza w lidze. Szczególne wrażenie robiły wysokie zwycięstwa na wyjeździe z Villarrealem (5:0 dla Królewskich) i Valencią (5:1). W Lidze Mistrzów po raz pierwszy od kilku lat udało się awansować z pierwszego miejsca, co dawało nadzieję na słabszego rywala w 1/8 finału i przerwanie fatalnej passy.
Wisienką na torcie udanej pierwszej połowy sezonu miało być zwycięstwo nad Barceloną. Po 16 rozegranych kolejkach Real Madryt liderował w tabeli ligi hiszpańskiej z 38 punktami na koncie. Druga Blaugrana miała o cztery oczka mniej. Prasa spekulowała, że ewentualne zwycięstwo Królewskich praktycznie zapewni im tytuł mistrza Hiszpanii. 23 grudnia 2007 roku drużyny spotkały się na Camp Nou. Barcelona w swoim stylu naciskała na gości, atakowała wszelkimi możliwymi siłami, ale podwójna garda, za którą schowany był Lew z Madrytu, rozbijała wszelkie ataki Ronaldinho i spółki, czekając na dogodny moment. W 36. minucie Bestia dała o sobie znać. Júlio Baptista, grając na pierwszy kontakt z Ruudem van Nistelrooyem, pięknie przerzucając piłkę nad obrońcami Barcelony, doszedł do dogodnej sytuacji strzeleckiej. Huknął jak z armaty i piłka zatrzepotała w okienku bramki Victora Valdésa. Okazało się, że była to jedyna bramka w tym meczu i Królewscy mogli świętować zwycięstwo nad odwiecznym rywalem na jego własnym stadionie (pierwsze takie od 5 lat). Dodatkowym smaczkiem był fakt przerwania passy Barcelony bez porażki u siebie, która trwała prawie 2 lata! Jakiż piękny prezent sprawili swoim kibicom na Święta Bożego Narodzenia gracze Królewskich!
W styczniu, mimo trudnego terminarza, Real nadal osiągał dobre wyniki w lidze (komplet punktów w czterech meczach – z Saragossą, Levante, Atlético i Villarrealem). Nie udało się natomiast awansować do ćwierćfinału Pucharu Króla. W dwumeczu 1/8 finału lepsza okazała się Mallorca (Real polegał dwukrotnie – u siebie 0:1 i na wyjeździe 1:2). Wydawało się, że jest to szczegół, który nie może zagrozić sukcesowi Królewskich w tym sezonie.
Luty i marzec ujawniły jednak wiele słabości drużyny. Real Madryt popadł w kryzys, który trwał przez prawie całe dwa miesiące. Ich wynikiem były liczne straty punktów w lidze – Real przegrał w tym okresie aż pięć meczów, wygrywając pozostałe cztery. Na możliwych 27 punktów Królewscy zdobyli zaledwie 12. Dzięki słabej postawie rywali (Barcelony i Villarrealu) udało się jednak utrzymać prowadzenie w lidze i po zwycięstwie z Sevillą na własnym stadionie 30 marca 2008 roku Real wciąż miał aż 6 punktów przewagi nad drugą w tabeli Żółtą Łodzią Podwodną i siedem nad trzecią Barceloną.
Niestety w Lidze Mistrzów kryzys ten kosztował Królewskich awans do ćwierćfinału. Już po raz czwarty z rzędu Real Madryt odpadł w 1/8 tych najważniejszych rozgrywek w Europie. Tym razem lepsza okazała się Roma, która zwyciężyła 2:1 na własnym stadionie, a 5 marca 2008 roku po kapitalnym uderzeniu Alberto Aquilaniego ostatecznie wyeliminowała Real przy takim samym wyniku. Dwumecze stały się przekleństwem Blancos. Zwłaszcza Realowi Madryt nie było łatwo odrabiać straty. Zawodnikom, którzy mieli świadomość, że rozgrywają nie 90 a 180 minut, włączała się blokada psychiczna, którą niezwykle trudno było przełamać kolejnym trenerom Królewskich.
Po lutowo–marcowym okresie kryzysu Real Madryt wrócił do formy z pierwszej połowy sezonu i ponownie masowo gromadził punkty. Po 33. kolejce miał aż 10 punktów przewagi nad drugim Villarrealem (trzecia Barcelona traciła do Królewskich 11 oczek). Mistrzostwo było już przesądzone. Teraz rozpoczął się wyścig o coś innego…
Mniej więcej od połowy kwietnia rozpoczęły się spekulacje, czy uda się Realowi zapewnić sobie mistrzostwo przed rewanżem z FC Barcelona na Santiago Bernabéu. Chodziło o tradycję, kultywowaną w Hiszpanii od lat, w myśl której, jeśli dany zespół zdobywał mistrzostwo na kilka kolejek przed końcem rozgrywek, wszystkie zespoły, z którymi grał następnie, tworzyły mu szpaler, bijąc brawo, oddając mu tym samym hołd. Z oczywistych względów, przy tak ogromnej rywalizacji obu klubów, szpaler taki, wykonany przez graczy Barcelony wobec piłkarzy Realu Madryt, byłby dodatkowym „trofeum” dla wszystkich kibiców Los Blancos.
Królewscy pewnie kroczyli po realizację tego dodatkowego celu, pokonując ekipy Racingu Santander i Athleticu Bilbao. Ostatnią przeszkodą na drodze do chwały był mecz wyjazdowy z Osasuną. Gospodarze postawili bardzo twarde warunki. Emocje towarzyszyły kibicom do końca spotkania. W jego trakcie czerwoną kartkę otrzymał Fabio Cannavaro, a w 83. minucie karnego na bramkę dla Osasuny zamienił Punal. Wtedy właśnie Królewscy przypomnieli sobie, jak wygrywa się tytuły mistrzowskie – walką do końca. Najpierw Robben w 87. minucie, następnie Higuaín w 89. – 2:1 dla Realu Madryt! Mistrz zostaje w stolicy! Barcelona będzie musiała oddać hołd zwycięzcom! Ogromna radość towarzyszyła piłkarzom, szczególnie Casillasowi. Realowi nie udało się obronić tytułu od czasów pamiętnej Piątki Sępa z drugiej połowy lat 80-tych.
7 maja 2008 roku FC Barcelona po raz drugi w swej historii zmuszona została do utworzenia szpaleru dla Realu Madryt. Królewscy wyszli w składzie: Casillas – Ramos, Pepe, Heinze, Marcelo – Diarra, Gago, Guti, Sneijder, Robben – Raúl. Cały proceder trwał 15 sekund, ale ileż radości przyniósł wszystkim związanym z Realem Madryt. Po rozpoczęciu meczu Blancos udowodnili, że są godni miana mistrza i rozbili w puch drużynę Franka Rijkaarda, który po tym sezonie pożegnał się z katalońskim klubem.
W ostatnich dwóch meczach Real Madryt zremisował 2:2 (wyjazd do Saragossy) i w obfitującym w bramki meczu pokonał na własnym stadionie Levante 5:2. Na tym zakończył się sezon 2007/2008.
Była to kampania na pewno udana dla Realu Madryt. W świetnym stylu udało się obronić tytuł mistrzowski. Dodatkowo cieszyły dwa zwycięstwa ligowe nad Barceloną, a także wisienka na torcie – szpaler. Niepokoił natomiast fakt niemocy piłkarzy Realu Madryt w dwumeczach. Królewscy odpadli z niżej notowanymi rywalami zarówno w Copa del Rey (Mallorca) jak i Lidze Mistrzów (AS Roma). Kibice coraz bardziej pragnęli niezdobytego już od sześciu lat Pucharu Europy. Miał to być cel na nadchodzący sezon.
3. Sezon 2008/2009
Czerwiec i lipiec roku 2008 upłynęły pod dwoma hasłami – Euro i Cristiano Ronaldo. Do początku sierpnia trwała saga z Portugalczykiem w roli głównej. Ostatecznie, po ponad 60 dniach spekulacji, CR7 obwieścił, iż zostaje w Manchesterze United na kolejny sezon. Sytuacja nie mogła się rozwiązać gorzej dla Realu Madryt. Zbulwersowany chęcią zastąpienia go innym piłkarzem Robinho ogłosił, że chce odejść z klubu, a groźnej kontuzji doznał Wesley Sneijder. Brazylijczyk w końcu odszedł do Manchesteru City za 43 miliony euro (rekord sprzedaży Realu Madryt). Klub opuścili także Júlio Baptista, Roberto Soldado, Javier Balboa i ostatecznie Antonio Cassano oraz Pablo García i Esteban Granero.
Wydawało się, że w wyniku tak licznych odejść klub sprowadzi również topowych zawodników na ich miejsce. Nic bardziej mylnego. Klub kupił za 15 milionów euro Rafaela van der Vaarta. Transfer ten rozbudził apetyty kibiców. Spekulowano o Davidzie Villi czy Santiago Cazorli. Żaden z tych zawodników nie dołączył jednak do drużyny Królewskich. Real kupił za to na obronę Ezequiela Garaya, jednak ten został od razu wypożyczony do swojego macierzystego klubu – Racingu Santander – na jeszcze jeden sezon. Środek pomocy został wzmocniony dwoma wychowankami, których Real odkupił po uprzedniej sprzedaży – Javim Garcíą i Rubenem de la Redem. Swoje obawy wyrażali kibice, ale także Bernd Schuster – Niemiec stwierdził, że nie dostał transferów, o które prosił.
Rewolucji dokonał za to FC Barcelona. Z klubu odeszło wielu legendarnych zawodników, takich jak Ronaldinho czy Deco, a także członkowie szerokiej kadry – Zambrotta, Thuram, Oleguer, Dos Santos, czy Edmilson. W ich miejsce sprowadzono młodych, głodnych sukcesów zawodników: Alvesa, Keitę, Piqué, Caceresa czy Hleba. Trenerem został były piłkarz Blaugrany – Josep Guardiola. Czas miał pokazać, że to Barcelona lepiej wykorzystała okres letni…
W sierpniu Realowi przyszło zmierzyć się z Valencią w Superpucharze Hiszpanii. I cóż to był za dwumecz! Na Estadio Mestalla popularne Nietoperze ograły Real Madryt 3:2. Na Santiago Bernabéu działy się rzeczy niewiarygodne. Real, przegrywając i grając w dziewiątkę, odrobił straty i ostatecznie wygrał 4:2 po bramkach van Nistelrooya, Ramosa, de la Reda i Higuaína! Wielka remontada i radość z ostatecznego sukcesu! Ósmy Superpuchar Hiszpanii wpadł w ręce najlepszego klubu XX wieku.
Niestety potem było już tylko gorzej. Pierwsza połowa sezonu upłynęła pod szyldem licznych kontuzji zawodników Realu – wspomniany już Sneijder, ale także Ruud van Nistelrooy, Pepe czy Diarra. Blisko tragedii było w meczu Copa Del Rey z Realem Unión, gdy w 13. minucie zasłabł i zemdlał Ruben de la Red. Okazało się, że był to jego ostatni oficjalny mecz w barwach Królewskich, zawodnik z powodu problemów z sercem musiał zakończyć karierę – w tamtym dwumeczu Real Madryt skompromitował się i odpadł z rozgrywek już na etapie 1/16 finału.
słabiony Real grał kiepsko, często tracąc punkty. O ile po pierwszych 10 kolejkach tracił do liderującej Barcelony tylko dwa punkty, to po 14 serii spotkań było to już dziewięć oczek. W Champions League tylko łatwi rywale uchronili Los Blancos przed kompromitacją. Real przegrał co prawda dwukrotnie z Juventusem, ale pokonał także dwukrotnie Zenit i BATE Borysow, co dało mu awans. W tej sytuacji, po porażce z Sevillą 3:4 na własnym stadionie, Bernd Schuster został zwolniony z Realu Madryt. Spekulowano, że drugim z powodów zwolnienia Niemca był wywiad, jakiego udzielił po meczu z drużyną z Andaluzji. Trener Królewskich stwierdził w nim, że zwycięstwo z Barceloną jest niemożliwe.
Nowym trenerem został Juande Ramos. Hiszpan od razu stanął przed nie lada wyzwaniem. Pierwszym meczem ligowym, w którym przyszło mu prowadzić Real Madryt, było… El Clásico. 13 grudnia lepsza okazała się Barcelona. Mecz był spotkaniem bez historii. Wynik 2:0.
W tym momencie, po 15 kolejkach La Liga, Barcelona miała aż 12 punktów przewagi nad Realem Madryt. Każdy inny zespół poddałby się w tej chwili, jednak Królewscy postanowili gonić odwiecznego rywala i spróbować dokonać niemożliwego.
W zimowym okienku transferowym Real Madryt wzmocnili: holenderski napastnik – Klaas Jan Huntelaar i francuski defensywny pomocnik – Lassana Diarra. Dobrze wkomponowali się oni w drużynę i wydatnie pomogli jej w uzyskaniu niesamowitych wyników w lidze. Władze Realu dopatrywały się kluczowego momentu sezonu ligowego w rewanżu z Barceloną na Santiago Bernabéu. Między spotkaniem na Camp Nou a rewanżem należało rozegrać 18 meczów z innymi rywalami. Real spisał się w nich wprost wyśmienicie. Na 18 meczów Królewscy wygrali aż 17 i zremisowali jeden, zdobywając tym samym 52 punkty na 54 możliwe! Pozwoliło to zmniejszyć przewagę Dumy Katalonii z 12 do czterech oczek przed drugim Klasykiem.
Cieniem na ten fantastyczny okres położyły się dwa wydarzenia. W styczniu dziennik MARCA ujawnił, że prezes Realu Madryt Ramon Calderón przy głosowaniach na Walnym Zgromadzeniu korzystał z „pomocy” i głosów osób, które nie miały prawa być na sali. Dodatkowo ujawniono wiele innych nieścisłości przy innych głosowaniach i poddano w wątpliwość wynik samych wyborów na prezesa. W związku z tym 16 stycznia 2009 roku Ramon Calderón podał się do dymisji. Stery tymczasowo przejął Vicente Boluda. Postanowiono też rozpisać nowe wybory w czerwcu.
Drugim wydarzeniem, tradycyjnie już, była porażka w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Lepszy tym razem okazał się Liverpool, który najpierw pokonał Real Madryt 1:0 na Santiago Bernabéu, a następnie upokorzył drużynę Królewskich na Anfield Road, aplikując jej 4 bramki, samemu nie tracąc żadnej. Był to już piąty raz z rzędu, gdy klub, który aż dziewięciokrotnie zdobywał Puchar Europy, nie był w stanie awansować do ćwierćfinału. Czarna seria trwała.
Niemniej jednak do rewanżu na Santiago Bernabéu z Barceloną Królewscy podchodzili w dobrych humorach, po fantastycznej serii spotkań. Zwycięstwo pozwoliłoby, na cztery kolejki przed końcem zmagań ligowych, zbliżyć się do rywala na jeden punkt. Wciąż była duża szansa na trzecie z rzędu mistrzostwo. 2 maja 2009 roku obie ekipy rozpoczęły mecz, który przeszedł do historii. Niestety jest to dla nas, kibiców Realu Madryt, historia smutna. Zaczęło się dobrze, bo od gola Gonzalo Higuaína w 14. minucie, ale potem rozpoczęło się piekło. W pierwszej połowie Barcelona zaaplikowała Królewskim trzy bramki, ci odpowiedzieli jedną. W drugiej połowie stosunek bramek był dokładnie taki sam. Wynik? 6:2 dla Barcelony, która wykoleiła wielki Real Madryt na jego własnym stadionie. Blaugrana po prostu przejechała się po drużynie Królewskich, wdeptując ją w ziemię. Piłkarze Dumy Katalonii byli lepsi w każdym aspekcie gry i zasłużenie praktycznie zapewnili sobie tytuł mistrzowski.
Był to wielki cios dla wszystkich madridistas, także dla piłkarzy. Do końca sezonu Real Madryt przegrał wszystkie mecze, kończąc rozgrywki na drugim miejscu, tracąc aż 9 punktów do Barcelony. Później okazało się, że Duma Katalonii zwyciężyła także w Lidze Mistrzów oraz Pucharze Króla, stając się pierwszą hiszpańską drużyną, która zdobyła potrójną koronę.
Najważniejszym wydarzeniem tego sezonu była jednak dymisja Ramona Calderóna i rozpisanie nowych wyborów na czerwiec. Dotychczasowy prezes uznawany jest do dziś za postać kontrowersyjną w historii Realu Madryt. Z jednej strony wytykane mu są malwersacje przy głosowaniach i wyborach, a także zrobienie z Realu drużyny zwyczajnej, bez galaktycznego błysku, która cechowała Galácticos Florentino Péreza. Z drugiej strony był człowiekiem, który przerwał fatalną passę klubu, który przez cztery lata (trzy pełne sezony) nie zdobył żadnego trofeum. To za jego prezydentury Real Madryt dwa razy z rzędu zdobył tytuł ligowy, co poprzednio miało miejsce aż 18 lat wcześniej. Odbudował także dobre relacje z FC Barcelona, Hiszpańską Federacją Piłkarską czy UEFA. Czytelnikom pozostawiam ocenę Calderóna jako prezesa i jako osoby…



